niedziela, 29 grudnia 2013

54.

     Święta, święta i po świętach ... Minęły spokojnie, Wigilię spędziłam z tatą i kotem. A. przywiozła nam Maniusia na święta, ponieważ nie miała z kim go zostawić, ze zwierzakiem to jakoś tak nawet weselej (utaj już się powtarzam, wiem) :-) Pierwszy dzień świąt minął mi przed TV, zaś drugiego dnia świąt przyszedł M., trochę posiedzieliśmy, porozmawialiśmy i tak ten dzień zleciał.

    A jak było na rehabilitacji? Może zacznę od tego, że do domu wróciłam 10 grudnia z racji tego, że pobyt przedłużono mi o 2 tygodnie, czego zupełnie się nie spodziewałam, ale jak usłyszałam, że mam możliwość zostać dłużej to nawet się nie zastanawiałam, bo czekając ponad rok na to miejsce grzechem byłoby się nie zgodzić.

   W ciągu ostatnich dwóch lat miałam okazję być w kilku różnych szpitalach na oddziale rehabilitacyjnym, w różnych miejscowościach i przyznam, że ten ośrodek we Wrocławiu, w którym byłam teraz jest najlepszy i to pod każdym względem, przede wszystkim rehabilitacja i indywidualne podejście rehabilitanta do pacjenta, nie było mowy o tym żeby się obijać. Dużo ćwiczeń i zabiegów i to już pierwszego dnia zaraz po przyjęciu na oddział, gdzie zetknęłam się z tym pierwszy raz, ponieważ zawsze dopiero drugiego dnia zaczynała się wszędzie rehabilitacja. Ogólnie jak wychodziłam przed 9.00 na zabiegi i ćwiczenia tak spokojnie mogłam dopiero usiąść przed 16.00

   5 tygodni zleciało mi w mgnieniu oka. Jeśli zaś chodzi o efekty to w pewnym stopniu jest lepiej. Na pewno ruchomość w odcinku szyjnym jest lepsza, czego nie czułam po żadnej rehabilitacji do tej pory, no i ból w odcinku lędźwiowym kręgosłupa nie jest tak dokuczliwy. Mam świadomość tego, że w moim przypadku całkiem dobrze nie będzie a wszystko co robię to robię po to żeby nie było gorzej i to jest taka trochę walka z wiatrakami, bo jednak staram się i chciałabym żeby było dobrze, a z drugiej strony wiem, że na spektakularne efekty liczyć nie mogę. Dlatego jak jest chociaż ciut lepiej to dla mnie jest to już sukces.

    1,5 tyg. temu zawiozłam kolejne skierowanie, ponieważ jak mam czekać kilkanaście miesięcy to chciałam jak najszybciej to zrobić żeby już być w kolejce i przyznam, że odniosłam wrażenie iż byłam tam lubiana, spotkałam się taką życzliwością jak zajrzałam przy okazji w odwiedziny do kilku osób i na salę gimnastyczną, że aż ciężko mi w to uwierzyć, ale to naprawdę miłe uczucie :-)

   Natomiast wracając do rzeczywistości 5 tygodni nieobecności to jednak trochę jest. Całe szczęście tylko dwa zjazdy przepadły mi w szkole, więc da się to jakoś ogarnąć, w sumie do egzaminów pod koniec stycznia mam czas, aczkolwiek jeszcze prac zaliczeniowych nie oddałam, więc najwyższa pora się za to wziąć.

___________________________

Kochani,

Nadchodzący Nowy Rok powitajcie w szampańskim nastroju, ufając, że będzie wspaniały i przyniesie niezapomniane chwile. Zapomnijcie o szarej rzeczywistości i bawcie się najwspanialej jak potraficie :-)

4 komentarze:

  1. dobrze że już zawiozłaś nowe skierowanie zawsze to troszkę przybliży kolejny pobyt.... moja mama już się zakwalifikowała na kolejny turnus i teraz czeka na telefon.
    ciesze się że święta Ci tak spokojnie minęły a jakie plany na sylwestra??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O proszę, to dobrze, a mama długo czekała na tą wizytę kwalifikującą?
      Jeśli zaś chodzi o plany na sylwestra to nigdzie się nie wybieram, do mnie przyjeżdża koleżanka z córcią :-)

      Usuń
    2. wiesz co w kwietniu zawiozła skierowanie w grudniu miała tą wizytę a wczoraj dzwonili że 18 ma się stawić :)

      Usuń
  2. Kochana ciesze się że rehabilitacja sie powiodła i że widzisz efekty to najważniejsze:D W Nowym Roku życzę Ci abyś znalazła prawdziwą miłość:D

    OdpowiedzUsuń